00:00:00:www.napiprojekt.pl - nowa jakoœæ napisów.|Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
00:00:36:U Sissy Hank show niezwyk³e by³o to,|¿e nie wyros³a na zwariowan¹ neurotyczkê.
00:00:41:Jeœli jesteœ ma³¹ dziewczynk¹,|w z biednego przedmieœcia w  Richmond
00:00:45:w stanie Wirginia,|tak jak Sissy,
00:00:47:a twój w³asny tatuœ|¿artuje sobie,
00:00:50:¿e "jesteœ ca³a z kciuków"
00:00:52:wtedy hartujesz siê...|albo siê za³amujesz.
00:00:56:...happy birthday to you.
00:01:05:Pomyœla³aœ jakieœ ¿yczenie?
00:01:08:Nie, i obawiam siê, ¿e nie pomo¿e tu|¿aden neurochirurg.
00:01:11:Hej, ona mo¿e byæ rzeŸnikiem.
00:01:13:W dwa lata zarobi³aby na emeryturê|tylko oszukuj¹c na wadze.
00:01:18:By³aby piekielnie dobrym autostopowiczem.
00:01:20:Gdyby by³a ch³opcem, oczywiœcie.
00:01:24:Ona jest...|jeœli mogê siê tak wyraziæ
00:01:27:medyczn¹ osobliwoœci¹.
00:01:29:Có¿, Bóg zrobi³ te rzeczy|wielkie z jakiegoœ powodu.
00:01:32:Chocia¿...
00:01:34:sam jeden wie z jakiego.
00:01:37:Doktorze...
00:01:40:czy m³ody cz³owiek,|kiedykolwiek przychodz¹cy tutaj
00:01:44:z brzydkimi palcami...
00:01:46:no wie pan...,|czy mo¿e siê podobaæ?
00:01:49:Droga pani, proszê sobie zapamiêtaæ s³owa|malarza Poula Gaugaina.
00:01:54:Powiedzia³:|"Brzydkie mo¿e byæ piêkne,
00:01:57:ale ³adne nigdy".
00:02:00:Ale nie s¹dzê, by rozumia³a pani|co chcê przez to powiedzieæ.
00:02:04:Nie jestem g³upia.
00:02:06:Nie ma niczego w twojej przesz³oœci,|teraŸniejszoœci czy przysz³oœci...
00:02:10:czego nie wiedzia³yby|twoje rêce.
00:02:12:I nie ma w twoich rêkach niczego,|czego nie wiedzia³aby Madame Zoe.
00:02:15:Ja...oœwiecona Madame Zoe...
00:02:18:!!!
00:02:22:M¹¿.
00:02:24:Czy znajdzie mê¿a?
00:02:36:Widzê mê¿czyznê w jej ¿yciu...
00:02:41:i widzê tak¿e kobiety.
00:02:44:Wiele, wiele, wiele kobiet...
00:02:58:Bogowie nie wybrali Sissy Hankshow z powodu|jej kciuków samych w sobie,
00:03:03:ale z powodu tego|do czego mog³a ich u¿yæ.
00:03:06:Autostop stanie siê zwyczajnym|trybem podró¿y
00:03:10:Autostop stanie siê, faktycznie,|jej sposobem ¿ycia.
00:03:13:Mo¿na by rzec, ¿e dos³ownie|po to siê urodzi³a
00:03:16:"Wiêksza swoboda ruchu"
00:03:49:/W doskona³ych snach/
00:03:55:/Mi³oœæ nie ma ¿adnych skrajnoœci/
00:03:59:I KOWBOJKI MOG¹ MARZYæ
00:04:02:/Wszystko mo¿e byæ/
00:04:06:/Bez koñca w doskona³ych snach/
00:04:18:/W doskona³ych snach/
00:04:22:/Mo¿esz lataæ/
00:04:28:/to jest jak/
00:04:30:/¿eglowanie nago/
00:04:34:/W stanie niewa¿koœci...|W doskona³ych snach/
00:04:46:/œnij.../
00:04:48:/Miej randkê/
00:04:52:/Rozp³ywaj siê.../
00:04:55:/Albo dwie/
00:05:00:/œnij.../
00:05:03:/Przyrzekam ci/
00:05:08:/Wszystko jest prawdziwe/
00:05:12:/W doskona³ych snach/
00:05:19:/¿ycie jest ca³kiem pogodne/
00:05:26:/Ty i ja mo¿emy byæ/
00:05:32:/Szczêœliwe w doskonalych snach/
00:05:40:/œnij.../
00:06:49:"Sissy,bezcenna istoto,
00:06:53:Co u ciebie,|moja niezwyk³a?
00:06:56:Nastêpnym razem, jak tylko|trafisz na Manhattan,
00:06:58:zadzwoñ do mnie.
00:07:00:Jest tu pewien m³ody cz³owiek,|którego muszê ci przedstawiæ..."
00:07:05:Drañstwo...
00:07:07:"Dreszcz! Ksiê¿na."
00:09:01:Na pó³noc?
00:09:08:Mo¿e sera?
00:09:10:Dziêki
00:09:15:Amerykañski ser
00:09:18:To rodzaj podró¿nego jedzenia
00:09:24:Pracujesz w showbiznesie?
00:09:26:Kiedyœ by³am super modelk¹...
00:09:28:W gazetach?
00:09:30:By³am dziewczyn¹ "Zapachu Rosy|Yoni Yum"
00:09:33:w latach 1965 do 1970,|wtedy skoñczy³am z tym.
00:09:37:I teraz siê w³óczysz...
00:09:39:...autostopem?
00:09:41:Niech pan nie myœli,|¿e to zarozumia³oœæ,
00:09:43:ale naprawdê jestem w tym najlepsza.
00:09:46:Jesteœ najlepsza?
00:09:48:Tak
00:09:51:Jestem,
00:09:53:Kiedy by³am m³odsza, jecha³am stopem|127 godzin bez przerwy.
00:09:57:Przejecha³am kontynent w 6 dni,|w t¹ i spowrotem.
00:10:00:Umoczy³am kciuki|w obu oceanach,
00:10:02:³apa³am samochody po pó³nocy|na nieoœwietlonych autostradach.
00:10:05:Gdy naprawdê jadê...
00:10:07:kiedy pod¹¿am na przód tak swobodnie,|tak czysto,tak delikatnie...
00:10:11:...nawet seksualni maniacy |i policjanci
00:10:14:mog¹ najwy¿ej zamrugaæ|i mnie przepuœciæ...
00:10:16:Wtedy ucieleœniam ducha |i serce autostopu
00:10:22:Mam w sobie|rytm wszechœwiata
00:10:26:Jestem w stanie ³aski.
00:10:37:W³aœciwie
00:10:38:to nie pamiêtam ile mia³am lat,|kiedy odkry³am,
00:10:40:¿e jestem w czêœci Indiank¹
00:10:43:Wielu z rodziny mojej mamy,|¿y³o na zachodzie Dakoty
00:10:46:jeden z nich o¿eni³ siê z kobiet¹|z plemienia Siwash
00:10:51:Mo¿esz powiedzieæ,|¿e moja indiañskoœæ
00:10:53:i zami³owanie do podró¿y samochodowych...
00:10:55:s¹ trudne do pogodzenia...
00:10:59:ale powiem ci, ¿e pierwszy samochód,|który zatrzyma³am
00:11:04:by³ nazwany na czeœæ|wielkiego wodza plemiania Ottawa...
00:11:12:New York City
00:11:26:Fatalnie
00:11:43:Siadaj s³odziutka...|siadaj.
00:11:50:Niech twoje œliczne nózie|odpoczn¹ tutaj.
00:11:53:Masz ochotê na sherry?
00:11:56:Szlag by to!|Skoñczy³a mi siê sherry.
00:12:00:Co powiesz na czerwone ripple?
00:12:03:Wiesz chyba, co to jest ripple?
00:12:05:Poncz owocowy|ze wzmacniaczem.
00:12:09:Za moj¹ wyj¹tkow¹ Sissy.
00:12:13:Wiêc mój list|œci¹gn¹³ ciê tutaj w takim tempie?
00:12:16:Gdzie siê teraz podziewasz?
00:12:18:Salt Lake City? LaConner?
00:12:20:Mo¿e mam dla ciebie ma³¹ niespodziankê
00:12:23:Ale najpierw opowiedz mi co u ciebie?
00:12:25:To ju¿ chyba szeœæ miesiêcy,|czy¿ nie?
00:12:27:W niektórych krêgach to pó³ roku
00:12:30:Jak siê czujesz?
00:12:32:Jestem zmêczona.
00:12:34:Po raz pierwszy od wieków, kiedy siê znamy,
00:12:36:s³yszê, ¿e narzekasz.
00:12:38:Naprawdê musisz byæ|zmêczona, biedactwo moje.
00:12:40:Urodzony kaleka zawsze|ma pod górê.
00:12:43:Kaleka sreka!
00:12:45:Wszyscy jesteœmy kalekami|z tej czy z tamtej strony.
00:12:48:Spróbuj urodziæ siê ksiê¿n¹ p³ci mêskiej|w bia³ej œredniozamo¿nej
00:12:51:rodzinie baptystów w Mississippi,|to zobaczysz co to znaczy.
00:12:55:Przecie¿ wiesz, ¿e zawsze by³am dumna|ze sposobu w jaki wybra³a mnie natura.
00:12:58:S¹ ludzie, którzy zostali okaleczeni|przez spo³eczeñstwo
00:13:00:i tych mi ¿al.
00:13:02:A ja jestem w ci¹g³ym ruchu|od 11 lat i trzech misiêcy
00:13:05:i myœlê, ¿e powinnam odpocz¹æ|przez pewien czas.
00:13:08:Nie jestem ju¿ taka m³oda jak kiedyœ.
00:13:10:Do trzydziestki|brakuje ci jeszcze roku
00:13:13:i jesteœ piêkniejsza|ni¿ kiedykolwiek.
00:13:15:Czy to znaczy,¿e masz|zlecenie dla mnie?
00:13:21:By³aœ Yoni Yum i|Zroszon¹ Dziewczyn¹
00:13:24:od...zobaczmy...
00:13:27:1965...
00:13:30:do 1970.
00:13:34:I zawsze pachnia³aœ|tak mi³o
00:13:37:jak m³odsza siostrzyczka.
00:13:39:Odór kobiet przejmuje mnie wstrêtem.
00:13:41:Bóg stworzy³ je|tak s³odkimi.
00:13:44:Ale one zadaj¹ siê|z mê¿czyznami
00:13:47:i wkrótce cuchn¹ jak|zepsute grzyby...
00:13:50:jak nadmiernie chlorowany basen,
00:13:52:jak przyjêcie po¿egnalne tuñczyków.|Wszystkie cuchn¹...
00:13:55:od Królowej Anglii|po Bonanzê Jellybean...cuchn¹!
00:14:00:Bonanza Jellybean?
00:14:06:Jellybean...
00:14:09:To taka m³oda panienka|pracuj¹ca na moim ranczu.
00:14:12:Poza wszystkim, moja droga|przechodzê z fotografii na akwarele.
00:14:17:Ten cz³owiek, z którym|pragnê ciê poznaæ,
00:14:21:jest moim mistrzem,|akwrelist¹.
00:14:24:Ale Ksiê¿no...
00:14:25:O nie, nie...
00:14:26:Daj spokój. Nie denerwuj siê.|Wiem, ¿e zawsze unika³aœ
00:14:29:wszelkich, z wyj¹tkiem najbardziej|podstawowych
00:14:31:zwi¹zków z mê¿czyznami.
00:14:33:I muszê dodaæ,|¿e czyni³aœ rozs¹dnie.
00:14:36:Ale wiem te¿, ¿e przychodzi |taki czas dla kobiety,
00:14:38:w którym utrata dziewictwa staje siê|psychologicznie niemo¿liwa.
00:14:41:Wiesz, nie mo¿na czekaæ|zbyt d³ugo...
00:14:44:Ja wcale nie mówiê teraz,|¿e ty musisz straciæ swoje,
00:14:47:ale...
00:14:49:pomyœl o tym czasami.
00:14:51:Co ty sobie myœlisz, ¿e ten|akwarelista i ja
00:14:53:nawi¹¿emy ze sob¹ |romantyczne stosunki?
00:14:56:Nie mam pewnoœci,|¿e tak bêdzie.
00:14:58:Ale co masz do stracenia?
00:15:02:No dobra...
00:15:04:Spróbujê...
00:15:05:dla ciebie.
00:15:06:Wydaje mi siê g³upi |ten pomys³...
00:15:08:Ja z jakimœ artyst¹ |w New York City.
00:15:11:Przecudownie...!
00:15:13:Na pewno nie bêdziesz ¿a³owaæ,|zobaczysz.
00:15:15:Julian jest d¿entelmenem.
00:15:18:A przy okazji, Sissy,
00:15:21:On jest|czystej krwi Indianinem.
00:15:40:Czeœæ.
00:15:54:W porz¹dku?
00:15:55:Jest Ÿle. Lepiej|zabierzmy go do domu.
00:15:57:Ma astmê. Zabierzemy go.|Dojdzie do siebie.
00:15:59:ChodŸ z nami.
00:16:00:Dobra.
00:16:01:Papierosy raczej nie pomagaj¹.
00:16:03:B³agam o wybaczenie.
00:16:06:Twoje zdjêcia|zachwyca³y mnie od lat.
00:16:09:Kiedyœ Ksiê¿na wspomnia³, ¿e|mo¿e zechcesz siê ze mn¹ spotkaæ.
00:16:13:i nigdy nie wyjaœni³ dlaczego.
00:16:16:By³em gotów malowaæ|dla niego...za darmo.
00:16:20:Teraz wszystko popsu³em...
00:16:23:Pogadacie w twoim domu.
00:16:37:To nie twoja wina.
00:16:39:Atak astmy zaczyna siê|od emocjonalnego stresu.
00:16:43:Biedny Julian. |Jest bardzo spiêty.
00:16:45:Ekscytacja ze spotkania z tob¹
00:16:47:musia³a zaburzyæ jego|równowagê chemiczn¹, czy coœ,
00:16:50:bo moja droga...
00:16:51:jesteœ badzo atrakcyjna.
00:16:52:Nie obawiaj siê Sissy.|ChodŸ.
00:16:55:Nigdy wczeœniej nie jeŸdzi³am|kabrioletem.
00:16:58:A koniecznoœæ p³acenia za jazdê|sprawia mi ból w kciukach.
00:17:02:To bardzo ciekawe kochanie, ale|nie przejmuj siê.
00:17:04:Nie jest tak Ÿle jak na to wygl¹da.
00:17:07:Po prostu usi¹dŸ wygodnie z ty³u.
00:17:37:Po³ó¿ go na kanapie.|Zaraz wrócê.
00:17:45:Oddychaj g³êboko...otwórz szeroko usta...
00:17:49:Oddychaj g³êboko...tak...
00:17:55:Usi¹dŸ sobie tam wygodnie.
00:18:05:Chcesz drinka?
00:18:07:Hej!
00:18:08:Chcesz drinka?
00:18:14:Dziêkujê.
00:18:15:No, to powinno zmusiæ te |oskrzelowe paskudztwa do kapitulacji.
00:18:20:By³em lekarzem w wojsku.
00:18:22:Dziêkujê.
00:18:24:Powinienem by³ zaj¹æ siê medycyn¹|zamiast dzia³alnoœci¹ wydawnicz¹.
00:18:29:Chocia¿ czasami...
00:18:30:myœlê, ¿e wciskanie ksi¹¿ek|jest podobne do wciskania lekarstw.
00:18:36:Myœlê o ksi¹¿kach jak o pigu³kach.
00:18:38:Mam pigu³ki,|lecz¹ce z ignorancji,
00:18:42:pigu³ki lecz¹ce z nudy...
00:18:44:pigu³ki poprawiaj¹ce nastrój,
00:18:47:pigu³ki otwieraj¹ce oczy|na straszliw¹ prawdê.
00:18:50:Szkoda, ¿e nie masz pigu³ki|na g³upie gadanie...
00:18:55:Wiêc...
00:18:57:gdzie mieszkasz, Ms Hankshow?
00:18:59:Teraz mieszkam u Ksiê¿nej.
00:19:02:Wiem.
00:19:09:Ale...
00:19:10:gdzie mieszkasz, kiedy|nie odwiedzasz Nowego Yorku.
00:19:15:Nie mieszkam.
00:19:17:Nie mieszkasz?
00:19:19:To znaczy nie mieszkam |nigdzie konkretnie
00:19:21:przemieszczam siê tylko.
00:19:30:Jesteœ podró¿nikiem?
00:19:32:Mo¿esz tak to nazwaæ...
00:19:34:ale ja nie myœlê o tym|jak o podró¿y.
00:19:36:Wiêc czym to jest|wed³ug ciebie?
00:19:40:Ruszaniem...
00:19:46:Niezwyk³e.
00:19:51:Rupert, zanim zupe³nie|zag³êbisz siê
00:19:54:w badaniach nad szkock¹ jako|lekarstwem na staroœæ,
00:19:58:zadzwoñ do Elaine i odwo³aj|nasze rezerwacje
00:20:01:bo nas tam wiêcej nie wpuszcz¹.
00:20:03:Co byœmy zrobili bez naszego|experta wydajnoœci...
00:20:05:Nie Carla?
00:20:06:Bez jej myœlenia o wszystkim|wszyscy byœmy zginêli.
00:20:08:Powinna zostaæ burmistrzem|w przysz³ym roku...
00:20:12:Hej, Rupert!...|Rupert!
00:20:16:Twoje zdrowie!|Her doktor sprzedawco ksi¹¿ek.
00:20:20:Czy wymogi pañskiej praktyki|pozwol¹ zadzwoniæ,
00:20:23:czy ja mam to zrobiæ?...
00:20:50:Gdzie s¹ wszyscy?
00:20:53:Rupert i Carla pok³ócili siê trochê|i poszli do domu.
00:20:59:Julian zasn¹³.
00:21:02:Przykryliœmy go.
00:21:04:Pomyœleliœmy,¿e mo¿e te¿|chcia³abyœ siê zrelaksowaæ.
00:21:07:Tak. Dziêkujê.
00:21:10:Mmm...moje...
00:21:12:moje s¹ pe³niejsze, ale twoje|lepiej ukszta³towane...
00:21:16:Wysoce...|Wysoce dyskusyjne.
00:21:21:Za³o¿ê siê...
00:21:23:¿e s¹ takie same.
00:21:27:Hmm...
00:21:30:Twoje s¹ wiêksze, Marie...
00:21:32:ale Ms Hankshow...|Sissy s¹ twardsze.
00:21:38:Myœlisz, ¿e zaczê³y opadaæ|od nienoszenia stanika?
00:21:42:Howard! Gdzie twoje maniery?
00:21:44:Zawstydzasz j¹.
00:21:46:ChodŸ Sissy. Pozwól, |¿e porównam.
00:21:55:To piêkniejsze|od tego czym ¿yjê.
00:22:21:Sissy...
00:22:24:Co robisz?
00:22:26:Ubieram siê.
00:22:27:Ale...
00:22:28:ale ja nie chcê,|¿ebyœ wychodzi³a.
00:22:30:Zostañ, proszê. Ja...
00:22:32:Mo¿e pójdziemy na œniadanie...
00:22:35:Jestem ci winien œniadanie, i...|i potem...
00:22:37:Julian, muszê iœæ.
00:22:38:Dlaczego musisz iœæ?
00:22:40:Kciuki mnie bol¹.
00:22:42:Pope³ni³am b³¹d. By³am niedba³a.
00:22:45:Muszê pojeŸdziæ trochê, ka¿dego dnia|bez wzglêdu na wszystko.
00:22:49:Bo inaczej moje palce staj¹ siê |sztywne i obola³e.
00:22:53:Muszê ju¿ iœæ, Julian.
00:23:09:Sissy, przemierzy³a kontynent 400 razy.
00:23:12:Minê³a wszystko dwukrotnie,
00:23:15:ale nigdzie nie zobaczy³a|niczego takiego
00:23:17:czego doœwiadczy³a|w mieszkaniu Juliana.
00:23:21:Wróci³a do Ksiê¿nej by siê wyt³umaczyæ.
00:23:24:Ale tam czeka³a na ni¹|kolejna niespodzianka...
00:23:27:Sissy...
00:23:29:Mo¿esz odst¹piæ od wydeptywania œcie¿ek|na tych zapomnianych autostradach.
00:23:34:Ksiê¿na ma pracê dla ciebie.
00:23:36:I to jak¹ pracê!
00:23:39:Pracê dla mnie?
00:23:40:Raz jeszcze zapiszê siê|w historii reklamy.
00:23:43:I tylko ty,|oryginalnaYoni Yum-Zroszona Dziewczyna
00:23:46:mo¿esz mi pomóc.
00:23:49:"Instytut Zdrowia oznajmi³ we œrodê,
00:23:52:¿e damskie dezodoranty w sprayu
00:23:54:mog¹ powodowaæ ró¿ne|szkodliwe reakcje
00:23:56:takie jak pêcherze, oparzenia i wysypki.
00:23:59:FDA wyda³o opiniê, i¿|wy¿ej wymienione reakcje
00:24:03:nie s¹ podstaw¹ do usuniêcia|produktu z rynku,
00:24:07:jednak nakazuje zawarcie obowi¹zkowego|ostrze¿enia na etykiecie."
00:24:13:Szlag by to!|To wystarczy, ¿ebym dosta³ astmê.
00:24:15:Co za bezczelni durnie!
00:24:16:Co oni wiedz¹|o damskich zapachach?
00:24:19:Nie przerywaj!
00:24:22:Oto moja idea.
00:24:25:Mam niewielkie ranczo na zachodzie.
00:24:28:To ranczo piêknoœci.
00:24:29:Mam tam kilka sztuk byd³a
00:24:31:dla atmosfery i ulg podatkowych...
00:24:33:Ale to ranczo piêknoœci...
00:24:36:miejsce, gdzie nieszczêœliwe kobiety,|rozwiedzione i wdowy
00:24:39:trafiaj¹ g³ównie po to,| by straciæ na wadze,
00:24:42:usun¹æ zmarszczki,| albo poprawiæ fryzurê
00:24:45:i i wypiêknieæ |przed nastêpnym rozczarowaniem.
00:24:48:Moje ranczo nosi nazwê "Gumowej Ró¿y"
00:24:51:"Gumowa Ró¿a" na pami¹tkê|pojemnika myd³a w p³ynie.
00:24:54:Moim w³asnym wynalazkiem jest|b³ogos³awiony ma³y czerwony pêcherz.
00:24:59:To najpopularniejszy|pojemnik k¹pielowy na œwiecie.
00:25:02:Ale do rzeczy.
00:25:04:Ranczo jest na trasie migracji|¿urawi krzykliwych.
00:25:07:Ostatniego istniej¹cego stada.
00:25:10:¯urawie krzykliwe,|gdybyœ nie wiedzia³a,
00:25:12:znane by³y ze swego tañca godowego.
00:25:17:Teraz poka¿emy te ptaki
00:25:19:wykonuj¹ce swój taniec sexu |w telewizji...
00:25:22:odpowiedno dla harcerek...
00:25:25:najbardziej z³o¿ony seksualny|rytua³ tworzenia,
00:25:28:ale czysty i niewinny,|¿e nadaje siê nawet papie¿a...
00:25:35:z cudown¹ Sissy Hankshow|na pierwszym planie.
00:25:38:Z bia³¹ peleryn¹|z bia³ym kapturem...
00:25:41:du¿e, pierzaste rêkawy|obszyte czerni¹...
00:25:45:i wtedy...
00:25:46:w imitacji ¿eñskiego |¿urawia krzykliwego
00:25:49:ona kroczy tañcz¹c |do du¿ego gniazda
00:25:54:gdzie usi¹dzie...
00:25:59:A tam le¿y pojemnik Yoni Yum|i pojemnik Rosy.
00:26:02:O bogowie!
00:26:05:Wspania³e, liryczne,
00:26:07:erotyczne...
00:26:09:Nie do przebicia.
00:26:21:Tak wiêc, Ksiê¿na odprawi³ Sissy|na zachód
00:26:24:do jej pierwszej reklamy od lat.
00:26:27:Ale przestrzeg³ j¹,|by trzyma³a siê z daleka
00:26:30:od tych paskudnych i obrzydliwych|kowbojek,
00:26:32:które prowadzi³y jego|tak zwane ranczo.
00:26:34:Nalega³ te¿
00:26:35:by unika³a jakiegolwiek kontaktu|z domniemanym œwiêtym cz³owiekiem
00:26:38:który ¿y³ na szczytach|ponad "Gumow¹ Ró¿¹",
00:26:41:Zwano go Chinkiem, choæ by³ raczej|Japoñczyko-Amerykaninem.
00:26:44:Pojawi³ siê, by byæ jednym z tych|zjadaczy jagód
00:26:46:wyj¹cych do ksiê¿yca.
00:26:48:Rodzaj starego capa,|który móg³by pieprzyæ wê¿a
00:26:51:a potem napisaæ o tym wiersz.
00:27:20:Otwieramy siê na pozytywn¹ energiê...
00:27:23:nabieramy jej,|obracamy siê...
00:27:27:i wysy³amy j¹.
00:27:30:Nabieramy i wysy³amy dobre rzeczy.
00:27:37:Czujecie to? Dobrze nie?
00:28:09:JeŸdzi³am z cyrkiem po Yukatanie
00:28:13:machaj¹c moim bykowcem i sztucznymi rzêsami|nad tresowan¹ ma³p¹.
00:28:18:A¿ pewnej nocy zjad³am pejotl|i mia³am wizjê.
00:28:24:Niuwetukame, bogini matka...
00:28:28:Przysz³a do mnie|na grzbiecie ³ani,
00:28:30:z kolibrami spijaj¹cymi ³zy,|które gubi³a,
00:28:33:p³acz¹c, "Delores...
00:28:37:...musisz poprowadziæ moje córki|przeciw ich naturalnemu wrogowi.
00:28:41:Musisz przybyæ do rancza "Gumowej Ró¿y"...
00:28:44:...przygotowaæ siê na swoj¹ misjê...
00:28:47:...szczegó³y bêd¹ ujawnione|w trzeciej wizji."
00:29:09:Zwykle, wola³a podró¿owaæ autostopem
00:29:11:bez okreœlonego celu...
00:29:13:celem podró¿y|by³a sama podró¿...
00:29:15:w imiê wolnoœci i ruchu,|i pojedynczoœci.
00:29:17:Ale coœ wzywa³o j¹|do Gumowej Ró¿y,
00:29:20:coœ bardziej koj¹cego ni¿ pieni¹dze|i bardziej obcego ni¿ praca.
00:29:25:Kiedyœ...
00:29:27:jeœli ta Sissy Hankshaw|znów siê tu poka¿e,
00:29:30:nauczê j¹|hipnotyzowaæ kurczaki.
00:29:34:Wiedzia³aœ, ¿e kurczaki to naj³atwiejsze do zahipnotyzowania|stworzenia na œwiecie?
00:29:38:Wystarczy, ¿e krêcisz kurczakiem|w powierzu 20 razy,
00:29:41:i jest twój na zawsze.
00:29:43:Jakie ekscytuj¹ce.
00:30:05:Jesteœ pielgrzymem?
00:30:07:Nie raczej Indianinem.
00:30:09:Ona pyta, czy idziesz,|by zobaczyæ Chinka?
00:30:11:Mo¿e tak, mo¿e nie.
00:30:13:Ale to nie jest|mój g³ówny cel tutaj.
00:30:16:Wiesz, to mo¿e lepiej ¿eby nie,|bo wiesz,on ciê nie chce widzieæ.
00:30:19:Przyjechaliœmy tu| z Minneapolis
00:30:21:a ten gnojek|ma³o nas nie ukamienowa³.
00:30:24:Ta..,to mnie wyprowadzi³o...|Mia³em go za mistrza,
00:30:27:ale on jest niczym,|tylko starym, brudnym odludkiem.
00:30:30:Wyj¹³ swojego fiuta|i potrz¹sa³ nim w kierunku Barbary.
00:30:35:Wiesz, na twoim miejscu|bym tam nie szed³.
00:30:38:Nie robi³bym tego, ok.?
00:30:41:To by³o jak |kamienny wodospad...
00:30:45:Ba³em siê,|¿e mnie walnie w g³owê.
00:32:10:Czy nie jesteœ Sissy Hankshaw?
00:32:13:Owszem, jestem.
00:32:15:Ca³e szczêœcie,|dlaczego nie zadzwoni³aœ?
00:32:18:Ktoœ jad¹cy w tym kierunku|móg³by ciebie zabraæ.
00:32:21:Jestem panna Adrianna,|z rancza.
00:32:24:Ksiê¿na pisa³,|¿e mamy siê ciebie spodziewaæ.
00:32:27:Wsiadaj.|Musisz byæ wyczerpana.
00:32:29:Donna, pomó¿|pannie Hankshaw z jej...
00:32:33:...z jej baga¿em.
00:32:44:Coœ rzuca.|Naprawdê powinnaœ by³a zadzwoniæ.
00:32:47:Tylko co by³yœmy w Sisters
00:32:50:by odprowadziæ goœci|na popo³udniowy poci¹g.
00:32:52:Coraz wiêcej goœci|odchodzi przed czasem.
00:32:55:Dziœ trójka.
00:32:57:Postanowi³y siê przenieœæ
00:32:59:do potê¿nego uzdrowiska Elizabeth Arden's|w Phoenix, w Arizonie.
00:33:04:Tam kosztuje 250 dolarów za tydzieñ wiêcej|ni¿ w Gumowej Ró¿y.
00:33:10:Wiêc...dlaczego one nas opuszczaj¹|i jad¹ do Elizabeth Arden's?
00:33:14:Powiem ci dlaczego.
00:33:17:To przez tê plagê kowbojek.
00:33:20:Chcia³abym siê poskar¿yæ.
00:33:22:Niektóre z was kowbojki|znowu spa³y po dwie na jednym ³ó¿ku
00:33:26:wbrew umowie,|¿e "zbrodnie przeciwko naturze"
00:33:29:bêd¹ pope³niane|wy³¹cznie w stodole.
00:33:31:W³aœnie.
00:33:34:Nie obchodzi mnie kto z kim œpi,|albo gdzie, albo jak.
00:33:37:Ale te stêkania, jêki, krzyki...
00:33:40:powinien trochê œciszyæ,
00:33:42:bo niektóre z nas|próbuj¹ spaæ...
00:33:44:albo medytowaæ.
00:33:46:A ja chcia³abym siê poskar¿yæ|na jedzenie tutaj.
00:33:49:To ju¿ kompletne dno.
00:33:52:Alleluja siostro.
00:33:54:One stopniowo przenika³y|do ka¿dej dziedziny naszego programu.
00:33:58:Jedna z nich to Debbie...
00:34:00:ona uwa¿a siebie za experta|w dziedzinie diety i sportu.
00:34:05:Z przyzwoleniem Bonanzy Jellybean
00:34:07:a przeciw moim wyraŸnym zakazom...|- Któregoœ dnia...
00:34:09:przymusza goœci
00:34:11:do stosowania jakiejœ jogi|zwanej Kundalini.
00:34:14:Wiesz co to jest?
00:34:16:To trening si³y umys³u.
00:34:19:Jakiœ ognisty w¹¿ pe³znie|twoim krêgos³upem.
00:34:25:A! Jest jeszcze jedna.
00:34:28:Nazywa siê "del Ruby."
00:34:30:Ma reputacjê skorpiona.
00:34:33:Te dzikuski niszcz¹ wszystko|co zbudowa³am,
00:34:37:kpi¹c ze wszystkiego,|na czym opiera siê firma.
00:34:48:Ale poniewa¿ sezon|ju¿ siê w³aœciwie koñczy...
00:34:53:dzia³amy g³ównie od kwietnia do wrzeœnia...
00:34:56:i Ksiê¿na w koñcu przyje¿d¿a...
00:35:00:dostanê te œwiñtuchy...
00:35:05:Nasze ranczo|ma najnowoczeœniejsze udogodnienia.
00:35:09:Goœcie mog¹ odprê¿yæ siê na naszej werandzie|albo pop³ywaæ w naszym basenie,
00:35:13:wszystko z widokiem na góry Siwash.
00:35:17:Na Ranczu Gumowej Ró¿y,
00:35:19:przygotowujemy 850 kaloryczne|posi³ki dziennie.
00:35:23:Proszê o uwagê...
00:35:25:Mamy reprezentacyjne skrzyd³o
00:35:27:i tu obok jest salon fryzur.
00:35:31:Mamy 15stu fryzjerów|z ca³ego œwiata.
00:35:36:Na górze jest miejsce,|gdzie œmieszne obwisy odlatuj¹
00:35:40:w równym tempie|ok 675 funtów na dzieñ.
00:35:45:To niez³y kawa³ek|solonej szynki, Sissy.
00:35:48:- £a³, bêdziesz krêci³ film.|- Hej, oddaj to!
00:35:51:Drogie panie,|wiêkszoœæ z was ju¿ wie,
00:35:53:¿e jedn¹ z dodatkowych korzyœci|waszej obecnoœci na ranczu Gumowej Ró¿y
00:35:56:jest rzadka okazja|obserwowania
00:35:59:ostatniego na œwiecie stada|dzikich ¿urawi krzykliwych.
00:36:02:Zatrzymuj¹ siê tu|dwa razy do roku
00:36:04:nad ma³ym, bagnistym jeziorem|na pó³nocnym koñcu rancza
00:36:06:i mamy szczêœcie,|bo w³aœnie teraz, gdy o tym mówiê
00:36:08:stado tam w³aœnie jest.
00:36:11:Nasz goœæ specjalny|panna Sissy H...
00:36:14:panna Sissy Hankshaw|jest z nami.
00:36:20:Jezu Mi³osierny!|Morduj¹ nasze klientki!
00:36:31:Gdzie s¹ goœcie?| Gdzie s¹ goœcie?
00:36:34:Spokojnie, paniusiu. wszystkie panie wybra³y siê|na przeja¿d¿kê z kowbojkami.
00:36:37:Pani jest pann¹ Adrian.|Chcielibyœmy porozmawiaæ o tym filmie.
00:36:40:Nie teraz, durniu jeden,|nie teraz.
00:36:42:Te oszala³e suki|uprowadzi³y niewinne kobiety
00:36:45:i teraz urz¹dzaj¹ rzeŸ.
00:36:48:Wszyscy zginemy.
00:36:52:Owszem, trwa rzeŸ,
00:36:54:ale nie chodzi tu |o t³uste damulki.One tylko patrz¹.
00:36:57:Pracownice|wybijaj¹ byd³o.
00:37:00:Byd³o?|Zabijaj¹ krowy?
00:37:03:Tak powiedzia³y,|panno Adrian.
00:37:05:Jak œmiecie ubijaæ|byd³o Ksiê¿nej?
00:37:07:Czym jest ranczo bez krów?
00:37:09:Zastêpujemy je kozami.
00:37:11:Krowy s¹ chore i cierpi¹.
00:37:13:My tylko skaracamy ich niedolê.
00:37:16:Wed³ug Bonanzy Jellybean,
00:37:18:byd³o w Gumowej Ró¿y jest |wskaŸnikiem skali wartoœci Ksiê¿nej.
00:37:21:Na pocz¹tku kupili tani¹|i chorowit¹ rasê krów, wiêc...
00:37:26:Nie chcê wiêcej s³yszeæ|co Bonanza Jellybean ma do powiedzenia!
00:37:30:ChodŸ Sissy.|Poka¿ê ci twój pokój.
00:37:50:Przepraszam.
00:37:51:¯yczysz sobie œniadanie teraz?
00:37:53:Jestem trochê g³odna.
00:38:03:Jedzenie na drogê!
00:38:05:Sk¹d wiedzia³aœ?
00:38:07:To zamiast obowi¹zuj¹cego tu|grejfruta i grzanki.
00:38:11:"Prezent od Bonanzy Jellybean."
00:38:14:Za chwilê przyjdzie tu|z wizyt¹.
00:38:27:Tak?
00:38:29:Czeœæ kumpelko!
00:38:32:Mam wra¿enie, ¿e wiesz kim jestem.
00:38:35:Mo¿e nawet czym jestem.
00:38:38:Dziêkujê za œniadanie.
00:38:40:Oczywiœcie, |¿e wiem o Sissy Hankshaw.
00:38:42:Sama trochê jeŸdzi³am autostopem.
00:38:44:S³ysza³am ró¿ne opowieœci o tobie
00:38:46:od ludzi spotykanch w celach|i parkingach ciê¿arówek.
00:38:49:Celach wiêziennych?
00:38:51:S³ysza³am o twoich|wspania³ych kciukach.
00:38:57:Mo¿esz mi zarzuciæ,|¿e mam pewn¹ przewagê
00:39:00:ale nie wiêksz¹ wcale|ni¿ Ni¿ynski,
00:39:03:którego reputacji nawspanialszego| tancerza w historii
00:39:04:nie psuje fakt,|¿e mia³ anormalne...
00:39:07:mia³ strukturê koœci|stóp ptaka.
00:39:11:Natura ukszta³towa³a Ni¿ynskiego|do tañca,
00:39:13:a mnie do sterowania ruchem.
00:39:31:Przyk³ad twojego ¿ycia
00:39:33:dodawa³ mi si³ w walce|by staæ siê kowbojk¹.
00:39:37:- Opowiedz mi o tym.|- O czym?
00:39:40:O byciu kowbojk¹.|Kiedy mówisz to s³owo,
00:39:43:brzmi tak jakby by³o pisane radem|na œciance per³y.
00:39:51:Dobra, moj¹ pierwsz¹ kowbojkê|widzia³am w katalogu Sears.
00:39:55:Mia³am trzy lata.
00:39:57:Od tego czasu chcia³am s³uchaæ tylko o kowbojkach.
00:40:01:Lata póŸniej|moja walka zaczê³a siê na dobre.
00:40:05:Przez jakiœ czas|kole¿anki z klasy
00:40:08:nabija³y siê z moich marzeñ.
00:40:12:Idea kowbojki trwa w naszej kulturze.
00:40:15:Kowbojka jest symbolem,|doœæ popularnym
00:40:18:szczególnie w sercach|ma³ych dziewczynek.
00:40:22:Dlatego wydaje mi siê
00:40:24:¿e kowbojki jeszcze|musz¹ zaistnieæ jako fakt.
00:40:28:Inaczej znów damy siê og³upiæ.
00:40:30:Jak na przyk³ad w Hali S³awy Rodeo |w Oklahomie,
00:40:33:znajdziesz tylko dwie kowbojki.|Dwie...
00:40:36:i obie s¹ wolty¿erkami.
00:40:38:To jest wszystko co kowbojki|od zawsze robi¹ na rodeo.
00:40:43:Nasze spo³eczeñstwo doprawdy lubi ogl¹daæ|jak niekonwencjonalne kobiety robi¹ sztuczki.
00:40:49:To tak jak mówi¹|na prostytutki"niez³a sztuka"?
00:40:56:Wiedzia³aœ, ¿e kowbojki istnia³y| ju¿ wiele wieków temu?
00:41:00:Du¿o wczeœniej ni¿ Ameryka.
00:41:03:W staro¿ytnych Indiach|troska o byd³o
00:41:05:nale¿a³a do m³odych kobiet |zwanych "gopis."
00:41:09:Bêd¹c sam na sam tylko z krowami|przez ca³y czas,
00:41:12:gopi sta³y siê twarde,|tak jak my tutaj.
00:41:15:Ka¿da gopi by³a zakochana w Krisznie,
00:41:18:niez³y kawa³ek przystojnego boga,
00:41:20:który w dodatku piêknie |gra³ na flecie.
00:41:23:I gdy ksiê¿yc by³ w pe³ni,
00:41:25:Kriszna gra³ na swoim flecie nad rzek¹
00:41:27:i wo³a³ do siebie gopi.
00:41:30:Wtedy powiela³ samego siebie
00:41:33:16,000 razy...|po jednym dla ka¿dej gopi...
00:41:37:i kocha³ siê z ka¿d¹|tak jak tego pragnê³a.
00:41:40:WyobraŸ sobie...
00:41:43:16,000 gopi œciskaj¹cych siê z Kriszn¹|nad brzegiem rzeki,
00:41:46:energia ich po³aczenia,|by³a tak wielka,
00:41:49:¿e tworzy³a ogromn¹ jednoœæ,|totalne zespolenie w mi³oœci,
00:41:53:i to by³ Bóg.
00:41:56:£adny obrazek, nie?
00:42:04:Kowbojki...!
00:42:08:To chyba nie Kriszna?
00:42:10:Za ostry dŸwiêk jak na flet.|Nie mamy szczêœcia.
00:42:15:Muszê lecieæ.|Delores mówi, ¿e jestem potrzebna.
00:42:19:Ktoœ przyjecha³.|Mo¿e to Ksiê¿na.
00:43:45:Wygl¹dasz jak wielki ptak,|cudowny ptak.
00:43:48:Nachylasz siê i ochraniasz produkt jak...
00:43:51:Proszê pana, ale ja nie jestem ptakiem.|Jestem dziewczyn¹.
00:43:55:Ale dla mnie wygl¹dasz jak ptak
00:43:56:i tak bêdziesz wygl¹daæ dla ludzi,|którzy bêd¹ ogl¹daæ t¹ reklamê.
00:43:58:Dalej Sissy.| My tu pracujemy.
00:44:00:W porz¹dku... powoli podnosisz siê.
00:44:03:Patrzysz w kierunku produktu|i obracasz siê
00:44:05:a kamera bedzie zwrócona na ciebie,
00:44:08:Kamera jest tam. Zapamiêtaj.
00:44:10:- Z³apa³aœ?|- Tak, proszê pana.
00:44:12:Dobra. Wiêc zróbmy to.
00:44:15:I pamietaj...|jesteœ œwietna, ok?
00:44:20:Dziêkujê, proszê pana.
00:44:21:Ok, robimy.|Cisza...
00:44:24:na miejsca.
00:44:26:Muzyka. Akcja!
00:45:22:Ciêcie!|Jeszcze raz.
00:45:25:Delores odlatuje na peyotlu|przynajmniej raz na tydzieñ.
00:45:28:Ale jej trzecia wizja|jeszcze nie nadesz³a.
00:45:31:Niwetúkame, bogini matka,|zdaje siê,
00:45:33:nie wróci³a i nie dotknê³a|jej jeszcze.
00:45:37:Tymczasem, ona i Debbie|rywalizuj¹ ze sob¹
00:45:39:jak para sk³óconych szkó³ œrednich.
00:45:42:Spiêcie... spiêcie kowbojek.|Co za dó³.
00:45:47:Co s¹dzi Debbie?
00:45:49:Có¿, Debbie uwa¿a, ¿e jeœli kobiety|maj¹ znów przej¹æ ster,
00:45:52:musz¹ to zrobiæ po kobiecemu.
00:45:54:Nie wolno uciekaæ siê do agresywnej i gwa³townej mêskiej metody.
00:45:57:Mówi, ¿e do kobiet nale¿y pokazaæ,|¿e s¹ lepsze od mê¿czyzn.
00:46:00:By kochaæ ludzi|i œwieciæ dla nich przyk³adem.
00:46:03:Kierowaæ ich delikatnie|do nowej epoki.
00:46:06:Kochana Debbie.|Prawdziwa z niej marzycielka...
00:46:09:Wiêc ty nie zgadzasz siê z Debbie?
00:46:12:Tego nie powiedzia³am.
00:46:14:Myœlê, ¿e ona |ostatecznie ma racjê.
00:46:16:Ale zgadzam siê z Delores|gdy przychodzi walczyæ o to co moje.
00:46:19:To terytorium kowbojek|i bêdê staæ przy Delores
00:46:22:i walczyæ z ka¿dym gnojkiem,|który bêdzie temu zaprzecza³.
00:46:25:Chyba zawsze by³am|skora do bójki.
00:46:28:Zobacz, ta blizna...
00:46:31:mia³am zaledwie 12 lat,|gdy dosta³am srebn¹ kul¹.
00:47:37:Spójrzcie na niego...|jak perwersyjny ró¿owy ogórek.
00:47:41:Jest naprawdê wœciek³y.
00:47:44:Chce ciê widzieæ po barbecue.
00:47:47:- Naprawdê?
00:47:49:SprowadŸ dziewczyny,
00:47:51:niech zobaczy mnie teraz.
00:47:53:Dobra.
00:48:40:Zobaczysz, ¿e ciê zwi¹¿¹|i wyœl¹ do wiêzienia
00:48:43:jak tak dalej pójdzie.
00:48:45:To nie jest twoje ranczo.
00:48:47:Ty patetyczna ¿a³osna fstrêciucho.
00:48:50:Naprawdê wierzysz
00:48:52:¿e odstawienie tego|dziecinnego melodramatu
00:48:56:da wam poczucie wiêkszej wolnoœci?
00:48:58:Tak!
00:48:59:Jesteœ nam to winien.|To ranczo jest symbolicznym odszkodowaniem
00:49:02:za twoje degustujace wyczyny.
00:49:05:Tak jest!
00:49:10:Wiêc, weŸ je.
00:49:16:Œmia³o dziewczyny!
00:49:20:Wracaj do swojej szopy|i zostañ tam.
00:49:34:Lepiej poszukaj|swoich dezodorantów.
00:49:46:¯adne z tych futerek|nie by³o myte od tygodnia.
00:49:49:Tak, poczuj to!
00:50:04:Ale gówno! O bogowie!
00:50:30:Ka¿da z pañ,|która chcia³aby do nas do³¹czyæ
00:50:33:jest zaproszona do ka¿dej pracy|i partnerstwa w Gumowej Ró¿y.
00:50:36:Reszta niech siê pakuje|i to zaraz!
00:50:38:Macie 15 minut, ¿eby wynieœæ|wasze t³uste ty³ki poza granice rancza.
00:51:15:Rozdarta miêdzy lojalnoœci¹ |do swego ofiarodawcy, Ksiê¿nej
00:51:18:i rosn¹cym uczuciem|do Jellybean i kowbojek,
00:51:22:zmieszana Sissy|rzuci³a siê w drogê
00:51:25:bez ¿adnego Pontiaca |w zasiêgu wzroku.
00:51:44:Ha ha!
00:51:45:Ha ha!
00:51:54:Ho ho.
00:51:56:Ho ho.
00:51:58:Ho ho.
00:52:21:Hi hi!
00:52:23:Hi hi!
00:52:25:Hi hi!
00:52:33:Ha ha. Ho ho.|Hi hi!.
00:52:37:Hej, zaczekaj!
00:53:01:ChodŸ dziecinko!|Zrobiê ci kolacjê.
00:53:09:Jestem przyjació³k¹ Bonanzy Jellybean.
00:53:11:Tak...wiem.
00:53:30:Na ranczu |s¹ k³opoty, wiesz?
00:53:33:Zrobi³o siê ciemno.
00:53:35:Nie wiem, czy znajdê sama|drogê spowrotem.
00:53:39:Oszczêdzaj oddech|do wspinaczki.
00:54:28:Nie umiem tañczyæ polki.
00:54:30:Ani ja.
00:54:40:Osobiœcie wolê|Steviego Wondera albo Tony'ego Bennetta,
00:54:44:ale co tam do licha?
00:54:47:Kowbojki ci¹gle skar¿¹ siê|i narzekaj¹
00:54:51:¿e odbiera tylko|"jedna stacja na terenie
00:54:53:i jedyne co nadaje to polki."
00:54:55:Ja mówiê, ¿e mo¿esz tañczyæ do wszystkiego
00:54:58:jak d³ugo masz chêæ tañczyæ.
00:55:02:Dziœ wieczorem przyrzekam wam|z mojego biura
00:55:05:¿e zrobiê wszystko co w mojej mocy, by zapewniæ
00:55:08:¿e winni stan¹ przed s¹dem
00:55:10:a takie nadu¿ycia bêd¹ usuniête|z naszych politycznych przebiegów,
00:55:14:na lata, które przyjd¹|jeszcze d³ugo potem jak opuszczê to biuro.
00:55:19:Niektórzy ludzie...
00:55:30:Sissy...
00:55:35:ziemia jest ¿ywa.
00:55:38:Spala siê od gor¹ca
00:55:43:wiecznej kosmicznej têsknoty.
00:55:46:Têskni za swoim |kochankiem.
00:55:49:Ona jêczy, lamentuje...
00:55:53:obraca siê miekko|w swoim œnie.
00:56:03:Kocham te kowbojki.
00:56:11:Ale...
00:56:17:nie mogê braæ udzia³u w ich...|utopijnym œnie.
00:56:35:W co zatem wierzysz?
00:56:42:Ha ha...
00:56:44:ho ho...
00:56:46:hi hi.
00:57:44:WIERZÊ WE WSZYSTKO|NIC NIE JEST ŒWIÊTE
00:57:47:W NIC NIE WIERZÊ|WSZYSTKO JEST ŒWIÊTE
00:58:20:B¥D SWOIM W£ASNYM LATAJ¥CYM TALERZEM|OCAL SIÊ SAM
00:58:42:Gdzie do cholery s¹ te ¿urawie?
00:58:46:Gdy masz w¹tpliwoœci,|ruszaj w drogê.
00:58:49:Nie by³o drogi,|która by nie czeka³a na ni¹,
00:58:52:ani pojazdu,|którego by nie mog³a zatrzymaæ.
00:58:55:Do blisko 15 ró¿nych|skrzynek pocztowych,|
00:58:57:które utrzymywa³a,
00:59:00:czêsto dostawa³a listy|z wyzwolonego rancza.
00:59:04:I w ten sposób,|dok¹dkolwiek ona jecha³a,
00:59:07:Jellybean podró¿owa³a razem z ni¹.
00:59:25:Sissy, nie rób ze mnie g³upka!
00:59:30:Kowbojki s¹ zamieszane|w znikniêcie ¯urawia Krzykliwego.
00:59:34:Doskonale wiesz, ¿e s¹.
00:59:36:Ostatnio widziane w Kanadzie,|nie dotar³y do Texasu...
00:59:38:Jezioro Siwash jest miêdzy|Kanad¹ i Texasem.
00:59:41:Kowbojki siedz¹ nad jeziorem Siwash!
00:59:44:Ja nic o tym nie wiem.
00:59:48:Sissy!
00:59:50:Próbujesz kryæ|te wredne dziwki!
00:59:53:No có¿, niech sumienie bêdzie twoim|przewodnikiem, jak mawia³a moja mama.
00:59:56:I tak ci siê to nie uda!
00:59:58:Te œmierdz¹ce flejtuchy|jeszcze po¿a³uj¹!
01:00:01:Przymknij siê!
01:00:10:Och, moja droga!
01:00:48:"Sissy, wspominam|twoje s³odkie d³onie na mojej bliŸnie.
01:00:52:Za chwilê wracam na scenê| naszej mi³oœci.
01:00:55:Ostatniej wiosny, Debbie i ja|zostawi³yœmy tam góry brunatnego ry¿u
01:00:57:¿eby ¿urawie coœ przegryz³y.|I teraz zosta³y nad jeziorem
01:00:59:d³u¿ej ni¿ kiedykolwiek przedtem.
01:01:02:Teraz planujemy wypróbowaæ|na nich inn¹ dietê.
01:01:04:Mo¿e zostan¹ jeszcze d³u¿ej.
01:01:07:Przy okazji: Znów odwiedzam|Chinka raz w tygodniu.
01:01:10:Teraz znasz mój ma³y sekret, co?
01:01:12:Zreszt¹, jak s³yszê,|ty te¿ nie siedzia³aœ u jego stóp
01:01:14:by s³uchaæ bibilijnych przypowieœci.
01:01:16:Niez³y z niego numer, co?|Lubie¿ny cap.
01:01:19:Kocham ciê,|Bonanza Jellybean."
01:01:41:Niebezpieczeñstwo nie minê³o.
01:01:44:S¹dzê jednak,|¿e wyjdzie z tego.
01:01:47:By³bym zaskoczony |gdyby to siê nie uda³o.
01:01:49:Jednak¿e wyst¹pi³y objawy| uszkodzenia p³ata czo³owego.
01:01:53:I te uszkodzenia|mog¹ byæ trwa³e.
01:01:56:Uszkodzenie mózgu?
01:01:58:To znaczy,|¿e on bêdzie roœlin¹?
01:02:01:Roœlin¹?
01:02:04:Nie, tego bym nie powiedzia³.
01:02:07:Jeszcze przez kilka dni|potrwa poznanie rozmiarów uszkodzenia.
01:02:10:Istnieje jednak| mo¿liwoœæ wyst¹pienia
01:02:12:ostrych i trwa³ych|zak³óceñ behawioralnych.
01:02:16:Mimo to, nie klasyfikowa³bym ich|w kategoriach roœliny.
01:02:22:Kciuki te, ani razu w ¿yciu
01:02:24:nie by³y podnoszone|w gniewie,
01:02:26:i dobrze zna³y rozkosz,|ale nigdy przemoc,
01:02:29:rozwija³y siê bujnie|w artystycznej umiejêtnoœci i atletycznej chwale,
01:02:34:a teraz zosta³y zni¿one|do statusu broni.
01:02:37:Smutna Sissy|przewioz³a swoje kciuki
01:02:40:do osoby, o której wiedzia³a,|¿e mo¿e j¹ rozbroiæ...
01:02:43:a raczej powinniœmy powiedzieæ,|"odkciuczy" j¹.
01:02:52:Obawiam siê,|¿e nie mogê ci pomóc.
01:02:53:- Doktorze!|- Proszê, dziecko...
01:02:56:Nie b¹dŸ taka zasêpiona.
01:02:58:Wszyscy mamy swoje k³opoty.
01:03:01:Ale jak powiedzia³ kiedyœ|malarz Van Gogh,
01:03:03:"Tajemnice pozostaj¹, pozostaj¹|zgryzoty, czy melancholie,
01:03:06:lecz wieczne negatywy|równowa¿y
01:03:09:pozytywna praca|któr¹ dziêki temu mo¿emy wykonaæ."
01:03:12:Nie s¹dzê, byœ zrozumia³a|co chcê przez to powiedzieæ.
01:03:15:Odszed³em... by³em winien|nadu¿ycia praktyki lekarskiej.
01:03:20:Moja ostatnia operacja
01:03:21:by³a prostym przerobieniem|nosa ch³opca.
01:03:24:Podszed³em do tego|zbyt entuzjastycznie,
01:03:26:uleg³em moim wybuja³ym|artystycznym zapêdom,
01:03:29:WyrzeŸbi³em w ¿ywym ciele,
01:03:31:na twarzy ma³ego|Berniego Schwartza
01:03:34:pierwszy w œwiecie|kubistyczny nos.
01:03:42:Ach, kciuk!
01:03:45:Kciuk, kciuk,|kciuk.
01:03:49:Kciuk, kciuk,|kciuk.
01:03:55:Jeden z najsprytniejszych|pomys³ów ewolucji.
01:03:58:Wbudowane narzêdzie,
01:04:00:wra¿liwe na strukturê powierzchni,|kszta³t i temperaturê.
01:04:02:Alchemiczna dŸwignia,|tajemny klucz do techniki,
01:04:06:ogniwo miêdzy|umys³em a sztuk¹.
01:04:10:element ucz³owieczenia.
01:04:12:Ma³piatki i lemury go nie maj¹.
01:04:15:¯adna z ma³p Nowego Œwiata|nie ma przeciwstawnych kciuków.
01:04:18:Kciuki ma³py szerokonosej|s¹ w³aœciwie nieobecne
01:04:20:lub zredukowane|do maleñkich wypustków.
01:04:23:Kciuki lemura stercz¹
01:04:25:pod k¹tem 180 stopni|do pozosta³ych palców.
01:04:32:A wiêc...
01:04:33:postanowi³aœ za¿¹daæ
01:04:35:przywilejów kciuka,|których natura ci uparcie odmawia³a?
01:04:42:Po prostu chcê byæ|normalna, doktorze.
01:04:45:Niech mi pan da|tê staromodn¹ zwyczajnoœæ.
01:04:49:Jeœli by³a dobra|dla Szalonego Konia,
01:04:51:to i dla mnie wystarczy.
01:04:56:Rozumiem.
01:05:01:Doskonale, moja droga.
01:05:03:Oto, co mo¿emy zrobiæ.
01:07:28:Krzykacze s¹ tutaj.|Zgadza siê.
01:07:30:S¹ w doskona³ej formie...
01:07:33:i jak musieliœcie zauwa¿yæ|z tej waszej lataj¹cej maszyny...
01:07:36:s¹ wolne i mog¹ lecieæ|gdzie chc¹.
01:07:39:A to jest teren prywatny|i nie macie prawa tu wkroczyæ.
01:07:41:¯aden z was.
01:07:44:Wrócimy tu z wyrokiem s¹du
01:07:45:i paroma nakazami rewizji.
01:07:50:Ale siê przestraszy³am.
01:08:01:Z prawdziw¹ przyjemnoœci¹|zawiadamiam prezydenta
01:08:04:którego szczerze obchodz¹| losy ¿urawia krzykliwego...
01:08:08:...i sekretarza spraw wewnêtrznych|i wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych
01:08:11:¿e ca³e stado ¿urawi istotnie|przebywa nad jeziorem Siwash,
01:08:15:w widocznej|dobrej kondycji.
01:08:18:¯urawie wybudowa³y gniazda
01:08:20:na ca³ym obwodzie jeziora,
01:08:23:z³o¿y³y jaja|i maj¹ ju¿ tam pisklêta.
01:08:26:Wliczaj¹c m³ode|stado liczy ok 60ciu osobników.
01:08:28:To radosne wieœci|ale jest w tym coœ...
01:08:33:nigdy dot¹d ¿urawie te nie zak³ada³y gniazd|bli¿ej ni¿ pó³ kilometra od siebie,
01:08:37:a tutaj, s¹ jedno przy drugim.
01:08:43:¯uraw krzykliwy zosta³ doprowadzony|na skraj katastrofy...
01:08:47:...przez agresywnyi brutalny|patriarchalny system
01:08:50:którego celem jest|opanowanie ca³ej ziemi
01:08:53:i ustanowienie w³adzy nad wszystkim
01:08:55:w imiê Boga Ojca, prawa,porz¹dku|i rozwoju ekonomicznego.
01:09:00:¯uraw krzykliwy  nie zyska³ u mê¿czyzn|mi³oœci ani powa¿ania.
01:09:05:Mê¿czyŸni penetrowali|œrodowiska ¿urawi...
01:09:08:...kradli ich jajka,|przekraczali prywatnoœæ,
01:09:11:zatruwali po¿ywienie,|œrutem rozrywali je na strzêpy.
01:09:14:NajwyraŸniej, patriarchalne|spo³eczeñstwo nie zas³uguje
01:09:17:na nic tak wielkiego, piêknego
01:09:19:dzikiego i swobodnego|jak ¿uraw krzykliwy.
01:09:22:Wy mê¿czyŸni nie dope³niliœcie|obowi¹zków, wobec tego ptaka.
01:09:25:Teraz czas na kobiety.
01:09:26:¯urawie s¹ teraz pod nasz¹ opiek¹.
01:09:29:Bêdziemy je chroniæ|jak d³ugo bêd¹ tego potrzebowaæ,
01:09:32:jednoczeœnie pracuj¹c a¿ do dnia|kiedy te ziemskie stworzenia
01:09:36:nie bêd¹ musia³y cierpieæ z powodu|mêskiego egoizmu, niewra¿liwoœci i chciwoœci.
01:09:41:Odmawiamy wykonania poleceñ.|Oœwiadczamy...
01:09:44:...weŸcie ten swój nakaz|i wsadŸcie go sobie.
01:09:46:To Jellybean!
01:10:44:Przyszed³ moment,|gdy Delores poczu³a przymus
01:10:47:by opuœciæ ranczo|swoim peyotlowym wozem.
01:10:50:Mia³a misjê do spe³nienia.
01:10:53:Kowbojki protestowa³y,|¿e jest to zbyt niebezpieczne.
01:10:57:Ale wiedzia³y,|¿e lepiej siê nie wtr¹caæ.
01:10:59:Na nieszczêœcie, byli tam|agenci federalni,
01:11:01:którzy nie mieli takiej s³aboœci.
01:11:50:S³ysza³yœmy w radiu
01:11:52:¿e wyznaczyli kaucjê|za Delores w wysokoœci  $50,000.
01:11:57:Rany, musia³o siê to staæ,|kiedy naprawdê jej potrzebowa³yœmy?
01:12:26:Œwiêtujmy!
01:12:37:Nigdy wiêcej takich kobiet.
01:12:42:Wygl¹da, ¿e zawsze|jesteœmy razem,
01:12:44:gdy s¹ k³opoty.|- Bo tak jest.
01:12:46:Tym razem to doœæ powa¿nie, nie?| Wszystkie te pistolety...?
01:12:49:Jesteœ gotowa zabiæ albo umrzeæ|dla dzikich ¿urawi?
01:12:53:Psiakrew, nie!| ¯urawie s¹ cudowne
01:12:56:Ale nie jestem tu dla nich.
01:12:58:Jestem w tym dla kowbojek.
01:13:00:Je¿eli my kowbojki|ulegniemy w³adzy w tej kwestii,
01:13:02:to wrócimy do starego|kompromisu.
01:13:05:Chcê lepszego losu ni¿ to...|dla mnie i ka¿dej innej kowbojki.
01:13:09:Lepiej ¿adnych kowbojek,|ni¿ kowbojki id¹ce na kompromis.
01:13:12:Jak siê zaczê³a|ta ca³a sprawa?
01:13:15:Dlaczego ptaki zagnieŸdzi³y siê tutaj?
01:13:17:Wiesz, ¿e je karmi³yœmy, nie?
01:13:20:Dawa³yœmy im burnatny ry¿|i zosta³y kilka dni d³u¿ej.
01:13:24:Wtedy spróbowa³yœmy|daæ im coœ innego.
01:13:26:Zmiesza³yœmy ry¿ z m¹czk¹ rybn¹.|Olbrzymie iloœci ulubionych owoców morza.
01:13:30:Wtedy Delores zasugerowa³a|¿eby dodaæ jeszcze coœ.
01:13:34:Pomyœla³yœmy,|¿e zrobimy kawa³.
01:13:36:- Masz na myœli...?|- Peyotl!
01:13:39:One s¹ pod wp³ywem|narkotyków?
01:13:41:Oj daj spokój, Sissy.|Co znaczy "pod wp³ywem narkotyków"?
01:13:44:Ka¿da ¿ywa rzecz|jest chemiczn¹ kompozycj¹
01:13:46:i jeœli siê coœ doda|to zmienia siê kompozycja.
01:13:49:Gdy jesz cheeseburgera|albo batonik...
01:13:54:to zmienia siê twoja chemia cia³a.
01:13:56:Rodzaj jedzenia, które jesz,
01:13:58:rodzaj powietrza, którym oddychasz|mo¿e zmieniæ stan twego umys³u.
01:14:01:- Dzy to znaczy, ¿e siê narkotyzujesz?|- No, chyba nie.
01:14:06:"Narkotyki" to g³upie s³owo.
01:14:12:Ale peyotl oczywiœcie|oddzia³ywuje na ich mózgi.
01:14:15:To jest to co przerwa³o|migracyjny wzorzec
01:14:17:trwajacy od tysiêcy lat.
01:14:20:Ja to widzê tak,
01:14:22:peyotl z³agodzi³ ich charaktery.|S¹ teraz mniej spiête.
01:14:24:Obawia³y siê ludzi|i z³ej pogody.
01:14:28:W³aœnie dlatego migrowa³y|i trzyma³y siê tylko siebie.
01:14:31:Peyotl je oœwieci³.
01:14:34:Nauczy³ je, ¿e nie ma siê czego obawiaæ|z wyj¹tkiem samego strachu.
01:14:37:Teraz ch³on¹ ¿ycie i pozwalaj¹|by to co z³e p³ynê³o obok.
01:14:41:"Nie martw siê,|b¹dŸ szczêœliwy."
01:14:44:Teraz tutaj b¹dŸ.
01:14:47:Nasza dyskusja zaraz stanie siê|zbyt akademicka,
01:14:49:zosta³o nam ju¿ nieca³e pó³ worka|kulek peyotlu
01:14:52:a wyprawa Delores|zakoñczy³a siê w wiêzieniu.
01:14:55:Lada dzieñ, bêdziemy|mog³y siê przekonaæ
01:14:56:czy doœwiadczenie peyotlu|naprawdê odmieni³o ¿urawie czy nie.
01:14:59:A na razie, jeszcze coœ|chcia³abym powiedzieæ o lêku...
01:15:05:Sêdzia Greenfield,|na proœbê ACLU,
01:15:07:przed³u¿y³ do 48iu godzin|ostateczny termin
01:15:10:po którym kowbojki z Gumowej Ró¿y|bêd¹ musia³y zastosowaæ sie do rozkazów.
01:15:15:Negocjacje miêdzy kowbojkami|a rz¹dem
01:15:17:bêd¹ wznowione.
01:15:19:Inna,
01:15:22:niejaka Delores del Ruby,|zosta³a zwolniona z wiêzienia...
01:15:28:...po aresztowaniu
01:15:30:z 50 funtami|kulek peyotlu.
01:15:33:Kaucjê za ni¹ wp³aci³|w³aœciciel oblê¿onego rancza,
01:15:35:Ksiê¿na Produkt, Inc.
01:15:37:Kaucjê za pani¹ del Ruby's przyniós³|osobisty doradca magnata handlowego...
01:15:41:...Dr. Robbins z Nowego Yorku.|- Dr. Robbins?
01:15:57:Nie dla siebie walczymy...
01:16:02:i nie dla kowbojek.
01:16:06:Ale dla naszych córek wszêdzie.
01:16:13:To niezmiernie|wa¿na konfrontacja.
01:16:16:To szansa dla kobiet|by udowodniæ swojemu wrogowi
01:16:20:¿e ona ma wolê walki|do œmierci!
01:16:25:I je¿eli my kobiety|nie poka¿emy tu teraz
01:16:29:¿e mamy wolê walki|do œmierci,
01:16:32:to nasz wróg nigdy nie bêdzie|traktowa³ nas powa¿nie.
01:16:35:Tak jest!
01:16:37:Ale mê¿czyŸni myœl¹,¿e obojêtne|jak silne by³by nasze s³owa,
01:16:41:jak stanowcze nasze czyny,
01:16:43:jest taki moment, ¿e siê wycofamy|i podamy im obiad.
01:16:47:Nie ma mowy!
01:16:58:Kocham ciê.
01:17:02:Zawsze gdy mówiê, ¿e ciê kocham|ty sztywniejesz ca³a.
01:17:07:Ale to ju¿ twój problem.
01:17:12:Jeœli sztywniejê kiedy mówisz,|¿e mnie kochasz to to jest nasz problem.
01:17:17:Moje zak³opotanie|staje siê twoim zak³opotaniem.
01:17:21:Uczniowie budz¹|zmieszanie nauczycieli.
01:17:25:Pacjenci budz¹ zmieszanie|psychiatrów.
01:17:42:Kochankowie ze zmieszanymi sercami
01:17:46:budz¹ zamieszanie kochanków|z czystymi sercami.
01:17:52:Jestem przygotowana na zwyciêstwo!
01:17:54:Zwyciêstwo dla ka¿dej kobiety|¿ywej czy martwej...
01:17:57:która cierpia³a chwilowe pora¿ki
01:18:01:i mêsk¹ niewra¿liwoœæ|na jej ¿ycie wewnêtrzne.
01:18:06:Bêdê walczy³a z tymi sukinsynami!
01:18:09:Bêdê walczy³a z nimi fasolowym gazem|jeœli bêdzie trzeba.
01:18:17:S³oñce zasz³o .
01:18:19:Tym z nas, które|nie stoj¹ na warcie,|
01:18:23:¿yczê dobrej nocy..
01:18:26:Jutro rano,| zaplanujemy bitwê.
01:18:32:Jutro po po³udniu te, które bêd¹ mia³y ochotê,|mog¹ przy³¹czyæ siê do mnie...
01:18:37: wœród trzcin...
01:18:42:¿urawie i ja wspólnie spo¿yjemy,|ostatnie okruchy, pozosta³e w worku peyotlu.
01:18:51:Kocham ciê, Jelly.
01:19:17:Zatracona w psychodelicznym transie,
01:19:20:Delores, królowa ¿urawi krzykliwych,
01:19:22:wêdrowa³a miêdzy gniazdami|tych wielkich ptaków
01:19:25:które prêdzej wymr¹ ni¿ dopasuj¹|swoje ¿ycie do ludzi.
01:19:30:Kulki peyotlu œpiewa³y|w mózgu Delores jak chór,
01:19:33:i to staro¿ytny chór,
01:19:36:tam w koñcu wzniós³ siê|g³os Niwetúkame,
01:19:40:duchowej matki, wzywaj¹cej sw¹ córkê|do swego zab³oconego tronu.
01:19:44:Obietnica trzeciej|wizji zosta³a spe³niona.
01:19:49:Ale co zosta³o powiedziane,| i co zosta³o pokazane?
01:20:35:Misj¹ kobiety...
01:20:39:jest niszczyæ|a nie tylko dawaæ ¿ycie.
01:20:42:Zniszczymy tyraniê|têpego umys³u,
01:20:45:ale nie dokonamy tego strzelbami...
01:20:49:ani biczami...
01:20:51:o nie, zniszczymy naszego|wroga innymi drogami.
01:20:57:Matka peyotlu|obieca³a Czwart¹ Wizjê.
01:21:03:Ale ta wizja nie nawiedzi|mnie samej.
01:21:05:Przyjdzie|do ka¿dej z was...
01:21:09:do wszystkich kowbojek w kraju!
01:21:14:Ale najpierw musimy|zakoñczyæ t¹ sprawê
01:21:17:z rz¹dem i ¿urawiami.
01:21:19:By³a potrzebna i owocna,|ale posz³a za daleko.
01:21:23:Zabawa przestaje s³u¿yæ powa¿nym celom...
01:21:27:jeœli sama traktuje siebie|zbyt powa¿nie.
01:22:00:No có¿...
01:22:01:Jedna z nas musi iœæ|tam na górê
01:22:03:i powiedzieæ ch³opakom, ¿e Ameryka|mo¿e odebraæ swoje ¿urawie krzykliwe.
01:22:07:Ja tu jestem szfem
01:22:09:i ja jestem odpowiedzialna za to,
01:22:11:¿e postanowi³yœcie|zostaæ kowbojkami.
01:22:13:Zatem to ja muszê pójœæ.
01:22:16:Bez ¿adnego ale...|Robi siê coraz widniej.
01:22:20:Wy, kumpelki chowajcie g³owy,|w porz¹ku?
01:22:23:Zobaczymy siê w krótce.|Ta-ta.
01:23:01:Ups, lepiej siê tego pozbêdê.
01:23:03:Te ¿ó³todzioby|mog¹ siê przestraszyæ.
01:23:05:Bêdzie strzelaæ.
01:23:08:!!! !!!
01:23:10:Hej, nie, nie, nie...!
01:23:15:Macie dwie minuty aby wyjœæ z podniesionymi rêkami!
01:23:22:Nie!|Nie, nie, nie!
01:23:26:Nie!|Przestañcie!
01:23:40:A masz, skurwysynu!
01:23:43:Stop! Stop! Stop!
01:25:11:Paskudna blizna. Upad³am|na drewnianego konia, gdy mia³am 12 lat.
01:25:16:Nie by³am naprawdê|postrzelona srebrna kul¹.
01:25:25:A mo¿e by³am?
01:26:18:Wiecie kumpelki,
01:26:21:mo¿na coœ zas³oniæ, ale czym zas³oniæ s³onia?.
01:26:30:Bo¿e, jak dobrze|byæ kowbojk¹!
01:26:38:/¯yczê ci szczêœliwej drogi/
01:26:44:/A¿ spotkamy siê znów/
01:26:49:/¯yczê ci szczêœliwej drogi/
01:26:54:/Drogi, umar³y Przyjacielu/
01:27:00:/Tam spotkamy siê znów/
01:27:04:/gdzie pastwiska nigdy sie nie koñcz¹/
01:27:09:/¯yczê ci szczêœliwej drogi/
01:27:15:/A¿ spotkamy siê znów./
01:27:38:Czy wszystko staje|siê coraz gorsze?
01:27:40:Tak.
01:27:43:Wszystko staje|siê coraz gorsze.
01:27:46:Ale i wszystko staje|siê coraz lepsze.
01:27:50:Tak.
01:27:52:Ksiê¿na nam pomóg³.
01:27:55:Ranczo Gumowej Ró¿y zosta³o oficjalnie|przekazane na w³asnoœæ kowbojek.
01:28:00:Poproszono bym|dogl¹da³a rancza
01:28:02:Za $300 na tydzieñ. NieŸle, nie?
01:28:05:A Ksiê¿na... nie zostanie warzywem, chocia¿ lekarze myœleli, ¿e tak
01:28:10:Mam tu zdjêcie.
01:28:16:To on.
01:28:25:Opuszczam ranczo.
01:28:28:Pomó¿ mi wstaæ.
01:28:35:Ciuchcia odje¿d¿a na zachód o 13.40.|Pojadê ni¹.
01:28:41:Zawieziecie mnie na stacjê?
01:28:51:Nigdy nie zak³adajcie siê|przeciw paradoksom, drogie panie!
01:28:55:Jeœli nie dopadn¹ was zawi³oœci, zrobi to paradoks!
01:28:58:Ha-ha!
01:29:00:Ho-ho!
01:29:02:Hee-hee!
01:29:08:Br¹zowa papierowa torba
01:29:10:jest jedynym produktem|ludzkiej cywilizacji,
01:29:13:która na ³onie natury|wydaje siê ca³kiem na miejscu.
01:29:16:Zmiêta w k³êbek zmarszczek
01:29:19:jak skamienia³y mózg driady,
01:29:22:stopiona ze ska³¹|i roœlinnoœci¹
01:29:24:jakby by³a wycieraczk¹|sowy ryjówki
01:29:27:albo bielizn¹ królika,
01:29:30:papierowa torba Krafta nr 8
01:29:32:le¿a³a wœród wzgórz Oregonu
01:29:35:i zdawa³o siê, ¿e ¿yje|tam gdzie le¿y.
01:29:39:Raz dawno temu,|nios³a paczkê bu³ek
01:29:42:i s³oik musztardy
01:29:44:na kuchenkowe rande-vous|z przysma¿onym hamburgerem.
01:29:47:Ostatnio mieœci³a w sobie|listy mi³osne.
01:29:51:Jak dziupla w dêbowym pniu|ukrywa klejnoty rodzinne wiewiórki,
01:29:54:tak torba kry³a mi³osne listy
01:29:57:le¿¹c na dnie skrzynki baraku.
01:30:00:A¿ pewnego dnia po pracy,
01:30:02:patykowata kowbojka,|do której listy by³y adresowane,
01:30:05:chwyci³a torbê|z zawartoœci¹ pod pachê,
01:30:09:wymknê³a siê do corralu
01:30:11:minê³a robotnice|przybijaj¹ce podkowy,
01:30:13:i robotnice puszczaj¹ce|tybetañskie latawce,
01:30:16:osiad³a³a konia|i pok³usowa³a w góry.
01:30:20:O milê lub trochê wiêcej|od baraku,
01:30:22:zsiad³a i rozpali³a ognisko.
01:30:25:Karmi³a ogieñ listami|jeden po drugim,
01:30:28:tak samo jak kiedyœ jej przyjació³ka|karmi³a j¹ francuskimi drobiazgami.
01:30:32:Gdy wypala³y siê takie s³owa,|jak "skarbie" i "kochanie"
01:30:35:oraz "na wieki" i "na zawsze",
01:30:39:kowbojka wypuœci³a|strugê t³ustych ³ez.
01:30:42:Jej oczy by³y tak zamglone,| ¿e zapomnia³a spaliæ torbê.
01:30:52:T³umaczenie na podstawie ksi¹¿ki:
01:30:54:..:::::::::::::::..|..:::DOLORES:::..|'']['''][''']['''][''